Polski

HOME Key Themes Speeches Recent Articles Online Archives Reviews Travelblogue Obituaries Selected Books: 1. The Sword 2. Jihad 3. Middle East Filmography Francais Deutsch Espanol Russkiy Nederlands Slovensky Polski Greek - Ellinika
  • Europa i Ameryka: Podobienstwo w umieraniu (2005)
  • Ukrainski melodramat – fakty (2004)
  • Matczyny Soros (2004)
  • Serbia w NATO? (2003)

Srdja Trifkovic, redaktor tematów zagranicznych w amerykanskim magazynie intelektualnym Chronicles, jest autorem Miecza proroka

View in Unicode (UTF8)

Zielony Szlak a Sprawa Polska

Ignacy Nowopolski, Polska Panorama

W październikowym wydaniu Chronicles (2007), Trifkovic prezentuje swoje poglądy na zagrożenie Europy teroryzmem islamskim. Jak rosnąca rzesza niezależnych obserwatorów politycznych krytykuje on zaangażowanie USA w konflikt bałkański, którego korzenie tkwią jeszcze w początku lat dziewięćdziesiątych. Już w 1991 rozpad Jugosławii przypieczętowała Unia Europejska, deklarując że federacja jest niedoutrzymania i zachęcając poszczególne republiki do secesji. Nieprzypadkowo główną rolę w tym politycznym akcie grała Republika Federalna Niemiec. Akcie, który w swojej konsekwencji doprowadził do ogromnej tragedii mieszkańców tego kraju. W charakterze dygresji warto tu zwrócić uwagę, że jest na świecie kilka narodów które prawie zawsze w historii można znaleźć wsród inicjatorów działań sciągających na ludzkość lub jej części wielkie nieszczęścia. Do tego ekskluzywniego grona z całą pewnością można też zaliczyć „wielki naród niemiecki”.

Wracając do aktykułu w Chronicles, autor wypunktowuje „niekonsekwentny” stosunek USA do islamu i islamskiego teroryzmu. W skrócie można to zreasumować stwierdzeniem, że Stany wykazując nieprzejednaną postawę w stosunku do „islamu bliskowschodniego”, wspierają bez zastrzeżeń „islam bałkański”. Autor analizuje straty jakie amerykańskie interesy ponoszą w wyniku takiej polityki, dodając również, że jej rezultatem jest też powstanie silnej bazy „dżihadu” w sercu Europy. Z wnioskami powyższymi trudno się nie zgodzić. Pozostaje tylko pytanie, jak to się dzieje, że taka błędna polityka jest prowadzona konsekwentnie na przestrzeni dwu dekad przez wszystkich amerykańskich prezydentów (Clinton i Bushowie), należących ponadto do dwu rywalizujących partii? Odpowiedź wydaje się prosta. Zadaniem administracji amerykańskiej (podobnie jak „przedkaczyńskiej” w Polsce) nie jest realizacja interesów państwa i społeczeństwa, ale zadań postawionych jej przez „globalne ośrodki decyzyjne”. W przypadku bliskiego wschodu cele te są oczywiste dla każdego. Otwartą pozostaje kwestia jaka „idea” przyświeca „władcom” w odniesieniu do Bałkan i Europy?

Intencje świata islamu są w tym zakresie znane od dawna i określane mianem „Zielonego Szlaku” („Zelena Transverzala”), muzułmańskiego odpowiednika germańskiego „drang nach osten”. Szlak ten wiedzie ze Stambułu poprzez Bałkany w kierunku północnozachodnim. W przeciwieństwie do „niemieckiego”, kierunek ekspansji nakierowanej na „niewiernych” omija terytorium Polski. Pomimo popularnego stereotypu, wielowiekowe zmagania Polsko-Tureckie nie odbywały się więc na „głównym kierunku strategicznym” islamskiego „dżihadu”. Natomiast prawdą jest, że „polska duma narodowa” tak zwana „Odsiecz Wiedeńska” w 1683 i pokonanie przez Jana III Sobieskiego Sułtana Murata, przerwała na wiele stuleci wdrażanie tej idei w życie. W założeniu „odsiecz” miała uratować „Chrześcijańską Europę” przed islamizacją, w praktyce uratowała zachodnioeuropejską zgniliznę przed zmieceniem na śmietnik historii. Po stu latach w rewanżu nasi europejscy „bracia” wysłali swoje wojska do Polski, tyle że nie w celu „odsieczy” ale „rozbioru”.

Islamizacja Europy postępuje bez zakłóceń poprzez migrację, Chrześcijaństwo jest w zaniku. Jakby tego było mało Unia Europejska planuje włączenie Turcji w swoje struktury a „wspólnota euroatlantycka” robi wszystko co w jej mocy by na nowo otworzyć „Zielony Szlak”. Wygląda więc na to, że „gobalne ośrodki decyzyjne” przy pomocy islamskiego fundamentalizmu postanowiły zadać śmiertelny cios temu co można ogólnie określić mianem „Chrześcijańsko-łacińskiej cywilizacji”. Można spekulować w jakim celu?

Istotniejsza jest dla nas sytuacja Polski. Podobnie jak w 1683 roku mogłaby Ona spokojnie pozostać poza „teatrem działań”, ale podobnie jak wtedy zarówno Chrześcijańskie jak i anty-chrześcijańskie siły wepchnęły Ją w obszar konfrontacji. Te pierwsze licząc zapewne na zwycięstwo „polsko-katolickiego ducha” nad islamskim, te drugie na Jej zagładę wraz z resztą Europy. To tłumaczy zapewne zadziwiającą wręcz zgodność jaką wykazały w Polsce najbardziej nawet przeciwstawne ośrodki społeczno-polityczne w „zbożnym” dziele wpychania Jej w ramiona eurokołchozu. Pozostając bowiem poza jego strukturami, zachowałaby Ona między innymi suwerenność migracyjną. Będąc krajem stosunkowo mało atrakcyjnym dla emigracji docelowej, mogłaby spokojnie budować „lepsze jutro”, obserwując jak strumień muzułmanów kolonizuje Europę. Trudno przewidzieć jakie byłyby długofalowe konsekwencje takiej sytuacji. Jedno jest pewne, że Polska uniknęłaby konfrontacji w tak trudnym dla Siebie momencie zgodnie z starą zasadą polityczną by do międzynarodowych konfliktów włączać się jak najpóźniej. Niestety jak w XVII wieku w imię cudzych interesów znalazła się ona ponownie w centrum akcji. Podczas „Odsieczy” była Ona ciągle potęgą i dysponowała przewagą militarną w postaci sławnej husarii. A czym dysponuje teraz? Chyba tylko tradycyjnymi już więziami sympatii łączącej „oliwkowych dżentelmenów” i cnotliwe „Polki-Katoliczki” z pokolenia JP2.

* * * * *

TRIFKOVIC: “Obecna technologiczna, kulturalna i finansowa siła Europy jest fasadą, za którą kryje się głęboka moralna i demograficzna słabość – objawy tego schorzenia są widoczne w bezprecedensowym spadku demograficznym i w utracie poczucia miejsca w historii, które to tak idą ręka w rękę z ekspansją Unii Europejskiej. Rodzące się ponad-narodowe państwo agresywnie indoktrynuje swoich członków i ludność wstępujących doń krajów i zmusza ich do wiary w to, że szala demografii przechyla się na korzyść muzułmanów, i że jest to jakoby błogosławieństem”.

Wytyka on szczególnie zalecenie Zgromadzenia Parlamentarnego Nr 1162 (19 września 1991) o „uznaniu wkładu cywilizacji islamskiej do rozwoju kultury europejskiej”; dekadę później, w zaleceniu Nr 5 polityki ogólnej Unii, znajdujemy „zwalczanie nietolerancji i dyskryminacji wobec muzułmanów” – Komisja Europejska Przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji podkreśla „pozytywny wkład islamu w ciągły rozwój społeczeństw europejskich, których jest ona nieodłączną częścią”. Wyraża nawet żal, że „islam jest czasami niesłusznie postrzegany jako zagrożenie”. Taż Komisja d/s Rasizmu i Islamofobii wzywa kraje członkowskie Unii do przyjęcia środków, które mogłyby skutecznie zdelegalizować jakąkolwiek szczerą debatę na temat islamu, a zamiast tego wprowadzić politykę agresywnie pro-islamską, na równi z amerykańską „Affirmative Action”, według której kraje Europy powinny:

·      unowocześnić programy nauczania, aby zapobiec „zniekształcaniu interpretacji historii religii i kultury i przedstawianiu obrazu islamu jako wrogiego i stanowiącego zagrożenie”;

·      zachęcać do debat medialnych na temat „prawdziwego” obrazu islamu oraz obciążać media obowiązkiem unikania wiecznych uprzedzeń i stronniczości.

Eurokraci, cyniczni zwolennicy poddania i odpowiedzialni jedynie przed członkami swojej własnej skorumpowanej klasy, są tym samym sputnikami i pomocnikami dżihadu; Eurabowie chcą stworzyć Związek Śródziemnomorski – ich zamiary są uderzająco zbieżne z zamiarami wielu organizacji islamskich.”)

Europa i Ameryka: Podobieństwo w umieraniu

Tekst pochodzi z majowego numeru (2004) miesięcznika Chronicles

Badania naukowe stwierdzają, że identyczni bliźniacy oddzieli od siebie z chwila urodzenia wykazują bardzo podobne fizyczne, psychologiczne i biochemiczne cechy bez względu na środowisko w jakim wyrastali. Mają podobne głosy, gestykulację, smaki, dochody, zawody, żony i podobne choroby. Jest prawdopodobnym, że bliźniak adoptowany przez strażaka z New Jersey i jego brat wychowany w Los Angeles przez żydowskiego chirurga plastycznego umrą z podobnych powodów - jeden po drugim w odstępie paru lat. Właśnie choroba i wisząca śmierć nad Europa i Ameryką świadczą najwymowniej, że one również posiadają te same chromosomy, że należą do jednej kultury i że stanowią jedną cywilizacje. Te same cechy śmiertelnego uwiądu obecne są w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Włoszech, Skandynawii, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych włączając zarówno podstawowy powód jakim jest utrata przekonań religijnych, jak też i wiele wtórnych. Obejmują one

·      wrogość rządzących elit wobec solidarności lub spójności większościowej populacji opartej na wspólnym rodowodzie i tradycyjnej kulturze;

·      utratę poczucia rozumienia swego miejsca i historii;

·      gwałtowny spadek demograficzny - prawdopodobnie nieodwracalny i bez precedensu w historii - idący w parze z nieokiełznaną imigracja z trzeciego świata;

·      upadek osobistej i publicznej moralności i manier;

·      narzucanie "diversity" [różnorodności] "multiculturalism" [wielo-kulturowości] i "sensitivity" [wrażliwości] za pomocą despotycznych metod;

·      oraz demonizacja i kryminalizacja jakiejkolwiek opozycji wobec wyżej wymienionych.

Dechrystanizacja jest kluczem – Utrata wyrazistego religijnego ducha rozpoczęła się z Renesansem, gwałtownie posunęła się naprzód w Oświeceniu i była nieomal zkończona, gdy działa ucichły na Zachodzie w 1918. Rezultatem jest, że w dzisiejszej Brytanii, Francji, Belgii i Niemczech więcej ludzi modli się w meczetach w piątki, niż w kościołach w niedziele.

Ponad dwie trzecie Amerykanów nadal określa siebie jako "chrześcijanie," ale niewiara i niekonwencjonalne sekty - które są "chrześcijańskimi" tylko z nazwy - rosną, podczas gdy kanoniczne wyznania ciągle słabną. Liczba Amerykanów którzy nie wyznają jakiegokolwiek rodzaju religii podwoiła się w ostatniej dekadzie do 30 milionów, a to oni właśnie dominują akademie, media, przemysł rozrywkowy, "sztukę", biznes i politykę.

Dechrystianizacja tworzy nieudacznych, neurotycznych i uzależnionych, podatnych na narkotyki ludzi. Czyni większość Europejczyków i ich zamorskich potomków nieszczęśliwymi, skłonnymi do wszelkich ekscesów i poniewierania samych siebie. Nie rozwiązuje niczego i nie żąda nic, jak jedynie więcej tego samego właśnie. Fakt że rosnąca liczba młodych Europejczyków przechodzi na islam - przyłączając się do obcego i wrogiego getta wewnątrz kraju w którym się urodzili - nie jest zaskakującym. Oderwani od swych rodziców, nieświadomi swej kultury, wstydzący się własnej historii ci młodzi ludzie robią logiczny krok na drodze ku alienacji, która prowadzi do szaleństwa, narkotyków lub samobójstwa.

Globalne imperium – Utrata poczucia rozumienia swego miejsca i historii doświadczana przez miliony ludzi Zachodu - czy są tego świadomi czy nie - jest wynikiem wyłonienia się ponadnarodowego superpanstwa w Europie i pogoni za globalną, niepowstrzymalną dominacją przez duopol globalistycznych demokratów i neo-konserwatywnych republikanów w Stanach Zjednoczonych. Te dwa podejścia pozornie sprzeczne, są niczym innym jak dwoma aspektami wyłaniającego się tego samego globalnego imperium: europejskiego - Światowych Socjaldemokratów i amerykańskiego - "dobroczynnych globalnych hegemonistow." Są one blisko pokrewne, jeśli nie identyczne.

Pierwsze z nich głosi "multilateralizm" pod postacią powstającej "społeczności międzynarodowej" kontrolowanej przez Narody Zjednoczone i pod jurysdykcja International Criminal Court (ICC). Jako przejściowy krok zaleca się przelanie suwerennych prerogatyw na regionalne ugrupowania, których przykładem jest Unia Europejska.

W przeciwieństwie do tego neokonserwatywne naleganie na nieskrępowaną fizyczną kontrolą innych ziem i narodów przypomina Nowy Porządek Europejski sprzed sześćdziesięciu lat i "społeczność socjalistyczną", która nastała po tym w Europie Wschodniej. Zarówno multilateralisci w Europie jak i neokonserwatyści w Waszyngtonie podzielają ten sam niesmak dla tradycyjnych społeczeństw i kultur.

Imitując rewolucyjny dynamizm wspólny dla faszystów i komunistów, Michael Ladeen mówi, że "twórcza destrukcja" jest odwieczną misją Ameryki i powodem dla którego "wrogowie" Ameryki nienawidzą jej: "Oni musza atakować nas by przetrwać, tak samo jak my musimy zniszczyć ich by posuwać naprzód naszą historyczną misje." Orędownicy tego poglądu mają oddanych sojuszników w europejskich neo-marksistach. Wyznają oni ten sam cel chronienia stabilności światowej struktury instytucjonalnej; nie zgadzają się jedynie w kwestii sposobów i metod robienia tego.

Po upadku Muru Berlińskiego w 1989, perspektywy lewicy wyglądały dość ponuro, ale koniec zimnej wojny otworzył drogę dla powstania nowego globalnego imperium i uświadomienia sobie, że nowe możliwości dostępne są dla rewolucjonistów, którzy chcą wyjść poza "długi marsz" Gramsciego. W pozornej klęsce zmagań rewolucyjnych - wyrażonej tryumfem liberalnego kapitalizmu nad bolszewizmem - znaleźli oni zalążki przyszłego zwycięstwa dla swego neo-marksistowskiego paradygmatu, ktory globalne imperium czyni możliwym poprzez zlikwidowanie struktur zdolnych do stawiania oporu.

Globalne imperium jest sojusznikiem upragnionej przez neo-marksistów rewolucji nie tylko dlatego że niszczy ono pozostałości starego porządku, czym Ledeen rozkoszuje się, ale dlatego, że zawiera ono zarazek kolejnej formy globalizacji: kontr-imperium, które będzie możliwe dzięki zmianom demograficznym wewnątrz Zachodu. Edward Gibbon mógłby był mówić o dzisiejszej Marseilles lub Los Angeles, kiedy pisał o mieszkańcach dawnego imperialnego Rzymu topiących się w "podłym i nędznym motłochu, który powinien, w przeciągu paru pokoleń zostać całkowicie wytępiony, gdyby tylko nie był on ciągle rekrutowany przez emancypacje niewolników i napływ obcych przybyszów."

Rasa, płeć i seksualność – Rewolucyjny charakter planu globalnego imperium ukazuje się w mantrze Race, Gender, and Sexuality (rasa, płeć i seksualność) wyniesionej obecnie do statusu postmodernistycznego kamienia filozoficznego. “Race, Gender, and Sexuality” jest Siłą, która posuwa proces historyczny naprzód, w kierunku wielkiego Gleichschaltung (urawniłowki) wszystkich narodów, ras i kultur, który oznaczać będzie koniec historii. “Race, Gender, and Sexuality” zastąpiło proletariat zarówno jako uciskana niższą klasę (stad kult "of nonwhite, nonmale, nonheterosexual victimhood" (stan poddaństwa nie-białego, nie-męskiego, nie-heteroseksualnego) i jako "naznaczonego" przez historie sprawcę przemian rewolucyjnych.

W czasach świetności sowieckiego realizmu socjalistycznego Robotnik był białym, muskularnym blondynem, ponad wszelka wątpliwość "straight" (w żargonie = nie gay) i towarzyszyła mu zwykle równie aryjsko wyglądająca kołchoźnica. (Wspaniale okazy nadal można zobaczyć przy wejściu do moskiewskiego Pawilonu Nauki i Przemysłu).

Wizerunki takie nie znajdują miejsca w nowym panteonie dominowanym początkowo przez Mao, Che i Ho, po których nadeszli Nelson Mandela, Matka Teresa i "Princess Di" (honorowy nie biały par excellence) a obecnie cały asortyment gangsta rappers, drag queens i nie należące do gatunku ludzkiego postacie kultu. Negatywne, burżuazyjno-kapitalistyczne stereotypy z zamierzchłej przeszłości (cylindry, cygara, smokingi, spinki do mankietów) zostały również zastąpione przez uniwersalnego Dead White Male (martwy biały człowiek - pogardliwe określenie wybitnych postaci zachodniej cywilizacji, którzy są białymi mężczyznami i zwykle nie żyją już - filozofowie, podróżnicy, pisarze itp.).

Klasyczny marksizm dostrzegał dynamikę rewolucji w nieuniknionym konflikcie pomiędzy właścicielami środków produkcji i proletariatem, który nie miął nic do sprzedania jak tylko swą pracę i nic do stracenia jak tylko swe kajdany. System był samoreferencyjny, a tym samym zupełnie błędnym, ale w późnym XIX wieku wydawał się posiadać stopień nieomal naukowej spójności.

Współcześni rewolucjoniści marksistowscy posuwają się jednak poza jakiekolwiek uznawane odmiany materializmu dialektycznego, wprowadzając całkowicie metafizyczną koncepcję "victimhood" (stan bycia ofiara czegoś lub kogoś) i cały szereg związanych z tym roszczeń do specjalnych praw. Roszczenia te nieodmiennie opierają się na domniemanej "inności" ofiary w odróżnieniu od białego europejskiego (amerykańskiego, australijskiego nie wspominając nawet południowo-afrykańskiego) ciemiężyciela.

Ponura demografia – Gdy idzie o demografię to ponure statystyki znane są zainteresowanym: Europa umiera. Północno-amerykańscy Europejczycy reprodukują się poniżej poziomu potrzebnego do zastąpienia umierających i w przeciągu dekady zaczną stromy spadek jaki już teraz ma miejsce w Europie. Wśród amerykańskich yuppies "child-free" jest uznawanym określeniem stylu życia, na równi z "fat-free" i "drug-free." Jednocześnie, udział w światowej populacji krajów błędnie określanych "rozwijającymi się" przewyższy 90% przed połową tego stulecia.

Jeśli te trendy będą kontynuowane, to w przeciągu stulecia, w Starym lub Nowym Świecie nie będzie już "Europejczyków" takich jakimi znamy ich - członków spójnych, wyraźnie określonych grup, które dzieła ten sam język, kulturę, historię i przodków - zamieszkujących jako zwarte większości wyraźnie określone terytoria. Podczas gdy groźbą wymarcia egzotycznej grupy plemiennej na Borneo lub w Amazonii - nie wspominając nawet o gatunku sowy czy wieloryba - wywołałaby alarm i niezwłoczną akcje wśród rządzących elit, to te same elity uważają jakiekolwiek napomkniecie, że Europejczycy są teraz literalnie zagrożonym gatunkiem za dogłębnie rasistowskie. Każda grupa rasowa czy etniczna jest skarbem ludzkości - z wyjątkiem Europejczyków i ich zamorskich potomków.

W procesie euro-zagłady, imigracja jest zasadniczym narzędziem zmiany rewolucyjnej. Pozwalając rozległym sub-kulturom - często wrogich imigrantów pojawiać się wewnątrz swych społeczeństw, dominujące elity we wszystkich państwach zachodnich dopuściły do powstania alternatywnej społecznej i struktury politycznej, której islamski terroryzm jest jedną z konsekwencji.

Chcąc zapewnić sobie spokój obecnych i przyszłych przybyszów poprzez nadawanie im w imię "diversity' specjalnych przywilejów, państwa te pobudzają jedynie apetyty tych cudzoziemców na więcej koncesji od starzejących się "baby boomers" uzależnionych coraz bardziej od importowanej siły roboczej, potrzebnej do karmienia ich, ubierania, mycia i zapewniania im opieki medycznej.

Pogarda przybyszów – Autorzy tej zbrodni popełnili kolosalny błąd w swych kalkulacjach. Nie zdają sobie sprawy, że niezasymilowane i nie dające się zasymilować rzesze nie chcą być narzędziem ich "Wille zur Macht" (woli mocy). Imigranci maja swój własny instynktowny scenariusz. Ten scenariusz ma tureckie wykonanie w Niemczech, arabskie we Francji, indyjsko-pakistańskie w W. Brytanii, orientalne w Australii i latynoskie w Stanach Zjednoczonych. We wszystkich przypadkach przybysze ci wykazują tą samą pogardę dla jak to postrzegają gnuśnej, zdegenerowanej lokalnej społeczności. We wszystkich przypadkach większość rodowitej ludności sprzeciwia się imigracji, ale rządząca elita uważa pogląd większości za niewłaściwy i tym samym niedemokratyczny. Demokracja oczywiście oznacza pożądaną społecznie i politycznie treść narzuconych, pozornie powszechnych decyzji. Rezultat - wielorasowe społeczeństwo - jest rozstrzygnięty odgórnie, tylko proces wiodący do niego jest "demokratyczny."

Cokolwiek mogące przeszkodzić temu, albo kwestionujące jego założenia jest a priori przestępstwem. Stad tez histeryczne upieranie się po obu stronach Atlantyku, że zalew ten jest naprawdę błogosławieństwem które wzbogaca mdłą skądinąd bezbarwną i kulturalnie ogołoconą lokalną społeczność. Idea asymilacji została porzucona. (“Para servicio en Espanol, oprima el dos.”) (By uzyskać usługę w języku hiszpańskim naciśnij 2 - informacja na ekranie bankomatu lub w zautomatyzowanych serwisach telefonicznych). Rozlegle obszary Berlina zostały przemienione w Anatolię, szerokie obszary Chicago zmieniły się w Tijuana. Ci którzy pociągają za sznurki - w Europie jak i w Ameryce - musza jednak uświadomić sobie, że ci ludzie nie będą ich uległymi narzędziami rewolucyjnej zmiany. Oni nie chcą zniknąć w post-narodowej Utopii, szczególnie teraz gdy czują, że mogą wyprzeć osłabione rodzime narody 'and take over this candy store with a busted lock.' (zagarnąć sklep z cukierkami, który ma wyważony zamek).

Zarówno w Ameryce jak i w Europie multiculturalizm zapewnił, że zachodnie narody zatrąciły zdolność zdefiniowania siebie i bronienia się, właśnie gdy po obu stronach oceanu, większość imigrantów z trzeciego świata demonstracyjnie nie wykazuje żadnego poczucia związku z lokalnymi społecznościami. Nie mają oni żadnego pragnienia ustanowienia takich związków - z wyjątkiem dzielenia się ich bogactwem, poznawania ich kobiet, a w końcu przejęcia ich ziem - i żywią oni pogardę dla społeczeństwa gotowego spełnić bez walki każda z ich zachcianek.

Zwłaszcza muzułmanie - pomimo ich bezwzględnej pogardy dla świeckich, demokratycznych instytucji goszczących ich krajów - powołują się jednakże na te instytucje, kiedy dobijają się o swe "prawa", włączając "prawo" algierskich dziewcząt do okrywania swych głów we francuskich państwowych szkołach lub "prawo" muzułmańskiego dziecka do nie bycia wystawionym na nachalny widok krzyża we włoskiej klasie szkolnej. Podobnie jak ich bolszewiccy poprzednicy, domagają się przywilejów demokratycznych do organizowania się i propagowania swych poglądów wiedząc, że uzyskawszy prawo do dokonania tego - narzuciliby swe własne wierzenia, tradycje i wyeliminowaliby wszystkie inne pod groźbą śmierci.

Zachęta dla drapieżników – Eksplozja ludnościowa i kompletna dysfunkcjonalnosc większości społeczeństw trzeciego świata, połączone z duchowym zniszczeniem i demograficznym upadkiem Europejczyków - starych i nowych - stworzyły dające się przewidzieć rezultaty: pragnienie śmierci. Wśród wszystkich istot choroba i ułomność zachęcają drapieżników (jak widzieć to można w scenie śmierci Madame Hortense z Greka Zorby).

Zarówno utrata woli wyznaczenia granic i obrony własnej rodzinnej ziemi i utrata pragnienia rozmnażania się wysyła kuszący sygnał do rojących się favellas (slumsy - portug.) i kazbahs (stara cześć miast w Północjnej Afryce lub na Bliskim Wschodzie): "Przybywajcie, bo żaden naród Zachodu nie ma odwagi rozlać krwi obcej lub własnej w imię swego własnego przetrwania."

Jean Raspail pisze, "rozmnażanie się innych ras skazuje nasza rasę - moją rasę - w nadchodzącym stuleciu na bezpowrotne wymarcie, jeśli obstawać będziemy przy naszych obecnych moralnych zasadach . . . ponieważ one są bronią samozagłady".  Te "moralne pryncypia" tworzą utopiom - żądzę nieomal boskiej absolutnej wolności, która nie powstrzyma się nawet od wolności wyboru życia lub śmierci - lub nihilizm, który jest tym samym. Jeśli w ostatniej chwili nie nastąpi jakieś cudowne uzdrowienie, to w przeciągu dziesięcioleci wybór śmierci stanie się nieodwracalnym.

Światowy kryzys ekonomiczny - wybawieniem? – Czy Europejczycy są zgubieni? Czy gigantyczny nawrót może nastąpić? Chrześcijanie mówią, że z Bożą wolą cuda się zdarzają. Dla politologa model odwrócenie sytuacji wymaga katastroficznego zdarzenia. Dokładnie - kolosalnego, gwałtownie rozprzestrzeniającego się światowego kryzysu ekonomicznego. Krach musiałby być gwałtowny i tak wszechogarniający, że obejmowałby upadek wiary w zdolność rządów do poradzenia sobie z sytuacją. Załamanie się "globalnej ekonomii" zmusiłoby miliony ludzi do zrewidowania swego życia i postaw.

Będąc boleśnie rozczarowani postępem odkryją na nowo wartość i siłę tradycji. Brutalne zmagania o zanikające zasoby jakie nastąpią po tym sprawią, że porzucą bycie dobrze ułożonymi w imię zwykłego istnienia czy przetrwania. Globalny krach potwierdzi na nowo wartości historycznego człowieka zdegradowanego przez progresywizm do technologii i intelektu. W następstwie gospodarczego upadku dzieci przestaną być widziane jako ciężar ekonomiczny i zobowiązanie finansowe. Odzyskają swa tradycyjna wartość jako kapitał ekonomiczny i substytut dla nieistniejącego Social Security (system zabezpieczen socjalnych) i systemu emerytalnego. Rodzina pojawi się znowu jako podstawowa jednostka społeczna.

Pośród walących się struktur politycznych, wszystkie ideologiczne "propozycje" uznawane będą za puste abstrakcje. Społeczności przywiązane do swych rodzinnych ziem i złączone braterstwem, wspólną pamięcią, językiem, wiara i mitami odżyją, a wrogie obce getta zostaną wypędzone. W nieszczęściu oczy ludzkie będą wzniesione raz jeszcze ku Niebu.

Alternatywa jest koniec świata takiego jakim go znamy - świata, który wart jest tego by w nim żyć.

Matczyny Soros

Chronicles, VI/2004

J

uż w 1997 roku działało 29 fundacji Sorosa w państwach pokomunistycznych. W 1994 roku wydały 300 milionów USD, a w 1998 roku niemal dwa razy więcej, 574 millionów USD. Na co?  Fundacje twierdzą, że poświęcają się budowie i utrzymaniu  infrastruktury i instytucji społeczeństwa otwartego. Zamiast tłumaczyć neologizm, przyjrzyjmy się owocom ich działalności.

Zmniejszać zagrożenia – W programach zdrowie kobiet w Europie Środkowej i Południowej, na próżno szukać wykrywania raka piersi, opieki nad ciężarnymi i noworodkami. Soros wyłożył główny cel uczciwie i jasno: ulepszyć jakość usług aborcyjnych. Dlatego jego Program Zdrowia Publicznego poparł wprowadzenie szpitalnego przerywania ciąży w Albanii, Słowacji i na Litwie i Łotwie, a ręcznego usuwania płodu przez zassanie - w Macedonii, Mołdawii i Rosji. 

Sorosowski Instytut Społeczeństwa Otwartego (Open Society Institute, OSI) współpracował również z  międzynarodowymi i lokalnymi organizacjami pozarządowymi  w odpieraniu rosnącego na sile ruchu przeciw aborcjom. Wpływając na ministerstwa zdrowia i administracje szpitali, ruch ten zdołał zmniejszyć ilość usunięć ciąży. OSI deklaruje kontynuację kształcenia w jakościowym usuwaniu ciąży oraz działań ku legalnej, bezpiecznej i dostępnej aborcji dla wszystkich kobiet w regionie.

Czemu Soros byłby zainteresowany promocją aborcji w Europie Wschodniej, skoro nie obchodzi go los zepchniętych w nędzę i na margines społeczny przez jego "reformy gospodarcze"? Powodem nie może być przeludnienie. Region doznaje ogromnego spadku demograficznego, mając jeden z najniższych wskaźników płodności na świecie. Niedostępność aborcji też nie może być powodem. Według raportu z ONZ, Federacja Rosyjska, Bułgaria, Białoruś, Rumunia i Ukraina miały w roku 2000 więcej aborcji niż żywych urodzeń. Wskaźnik aborcji jest znacznie wyższy w Europie Środkowej i Wschodniej oraz w byłych republikach ZSRR niż w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej. Jedyna logiczna odpowiedź: Soros pragnie, by było  jak najmniej urodzeń w tym regionie.

Sorosowskie programy zdrowia publicznego również wspierają inicjatywy wokół specyficznych potrzeb kilku zmarginalizowanych społeczności oraz szerzą zmniejszanie zagrożeń: zasadniczym celem jest umożliwić narkomanom chronić własne zdrowie. Wymiana igieł i strzykawek oraz terapie substytucyjne (np. methadon) są w centrum interwencji zdrowotnych w programie zmniejszania zagrożeń. "Pomniejszacze zagrożeń" rozszerzyli działalność specjalnymi inicjatywami dla pracowników seksualnach i więźniów oraz zainicjowali działalność, by represyjne polityki narkotykowe nie przeszkadzały w rozszerzaniu działań  zmniejszania zagrożeń.

 LGBT – W ostatnich pięciu latach, sieć Sorosa rozpoczęła z powodzeniem uprzednio nieistniejący ruch gejów niemal we wszystkich państwach objętych jej działalnością. Kampania Praw LGBT (lesbijki, geje, biseksualni i transwerstyci) działa z Budapesztu, gdzie opublikowany przez OSI referat Miriam Molnar w 1999 roku zdefiniował "problem" jako dyskryminację i niską akceptowalność, widoczność i reprezentację polityczną LGBT-owców. Należało przekonać społeczeństwo, by zaakceptowało LGBT-owców jako równych i wywarło presję (sic) na politykach (przez środki przekazu), by zmienili prawo, albo przekonać polityków, że LGBT-owcy są równi i potrzebują pomocy w przekonaniu reszty społeczeństwa.

Ogólnymi celami było stworzenie dyskusji społecznej o tożsamości LGBT, uwidocznienie ich oraz stworzenie pozytywnego wizerunku i zapoczątkowanie regularnych dyskusji z innymi grupami regionu. Specyficzne zadania objęły opracowanie stron internetowych po angielsku i w miejscowych językach, założenie grup działania, które miały reagować na wszelkie "homofobiczne" wybryki prasy zapisem w "Różowej Księdze" i zorganizowanie dwutygodniowych szkółek letnich dla nauczycieli, które miały szkolić o dyskryminacji (sic) LGBT-owców, niesprawnych, otyłych itp.

W listopadzie 1999 roku rozpoczął się pilotażowy projekt w Centrum Rozwoju Publikacji (w siedzibie OSI w Budapeszcie) na temat książek o treści homoseksulanej w Bułgarii, Republice Czech, Słowenii, Słowacji i na Węgrzech. W tym samym roku Cemtrum Lesbijek i Gejów Nasz Mir (Nasz Świat) ogłosił rejestrację jako organizacja pozarządowa na Ukrainie. Od tego momentu grupa miała wolną rękę w realizacji swych zadeklarowanych celów, włącznie z walką przeciw dyskryminacji orientacji seksualnej i homofobicznych sentymentów w świadomości społecznej oraz pomocy w wyniesieniu świadomości gejów i lesbijek jako wartościowych członków społeczeństwa. Za legalizację na Ukrainie, grupa wyraziła wdzięczność ukraińskiemu oddziałowi Sieci Fundacji Sorosa (Fundacja Renaissance), która wstawiła się w naszej kwestii w ministerstwie sprawiedliwości i dała nam (sic) pomoc prawną.

Sponsorowana przez Sorosa, moskiewska organizacja pozarządowa, www.gay.ru, rozwinęła się w znane i uznawane centrum rosyjskich gejów i lesbijek oraz ich centralę na cały kraj. Utrzymujemy kontakty ze wszystkimi istniejącymi organizacjami gejów, lesbijek i AIDS w Rosji i prowadzimy bieżącą korespondencję i raportowanie z mięedzynarodowymi organizacjami gejów i lesbijek [...] Skompletowaliśmy największą bibliotekę, w której znalazło się ponad sto rosyjskich tytułów i około 50 angielskich klasyków z zakresu badań gejowskich. Została ona znacznie ulepszona Zasadniczym Zbiorem w Kwestiach Gejów i Lesbijek, podarowanym przez Fundację Sorosa w 2000 roku.

Znormalizować zjawiska – Monika Barcsy z oddziału Sorosa w Bukareszcie ubolewała nad faktem, że w Rumunii tożsamość homoseksulana uległa stygmatyzacji i jest jedną z głównych przyczyn traktowania osób jako "inne" w nietolerancyjnych postawach. Rodziny homoseksualistów stały się ofiarami uprzedzeń, tylko dlatego, że społeczeństwo nie potrafi zaakceptować słusznoóci stosunków między osobami tej samej płci jako 'normalnego' zjawiska. Jako głównego winnego, autorka wytyka Rumuński Kościół Prawosławny. Problem w tym, że wiele organizacji studentów prawosławnych  i innych  popiera swój Kościół. W 1994 roku, przypomina Barcsy, ponad stu studentów teologii rozpoczęło serię manifestacji przed rumuńskim parlamentem przeciw propagandzie homoseksualnej w środkach przekazu i zebrało podpisy pod petycją domagającą się ustawodawstwa przeciw stosunkom jednej płci. Barcsy wnioskuje, powtarzając standardowy sorosowski argument. Geje i lesbijki potrzebują prawa, które gwarantuje im publiczne wyrażanie swej tożsamościstatus prawny gejów i lesbijek, ich zdolność publicznego poruszania się i zabierania głosu oraz wspólnego działania powinny być bardzo dobrym sprawdzianem otwartości społecznej. Nie można tego rozwiązać nowymi ustawami wydawanymi po presją rozmaitych organizacji praw człowieka. Rumunia potrzebuje zaradzić negatywnym reakcjom większości społeczeństwa na homoseksualistów. Ogólnie biorąc, społeczeństwo ma "problem", którego nie da się szybko naprawić.

Demokratyzować szkolnictwo Ważnym filarem sorosowskich działań jest nakaz, nikt nie ma monopolu na prawdę i że obywatelskie szkolnictwo powinno zastąpić stary model apodyktycznego autorytetu. Nowe szkolnictwo nie musi ograniczać się do dialogu między nauczycielem a uczniami, twierdzi Soros. Poza tym mamy projekty takie, jak edukacja zdrowia, w którym uczestnicy stosują nowe sposoby dyskusji kwestii, jak higiena, odżywianie i seks.  Chociaż nie brzmi to jak tradycyjna edukacja, twierdzi dalej Soros, jest to nowy sposób zwracania się nauczyciela do ucznia, podobnie jak obywatele muszą zwracać się w nowy sposób do rządów i reprezentantów politycznych w społeczeństwach dążących do większej otwartości i demokracji. We wszystkich krajach pokomunistycznych Europy Wschodniej, Fundacja Sorosa ma więc przede wszystkim za zadanie demokratyzować system szkolnictwa poprzez wprowadzanie reform programów nauczania. Co to znaczy praktyce, pokazał w ostatnich trzech latach minister edukacji Serbii, Gaszo Kneżewić, przyjaciel i powiernik Sorosa. Od pierwszego dnia kadencji, Kneżewić nalegał, by szkoły przekształcić z instytucji apodyktycznej w pola ćwiczebne służące ekspresji osobowości uczniów bez przeszkód, w procesie równoprawnej wymiany z nauczycielstwem, przezwyciężając w ten sposób przestarzałą koncepcję autorytetu i dyscypliny, zakorzeniony w uciążliwym spadku patriarchalnej przeszłości. Kneżewić zaczął reformę programem pilotażowym warsztatów edukacyjnych dla dzieci szkół podstawowych, w wieku 7 do 12 lat. Odpowiedni podręcznik, sfinansowany przez OSI, odrzuca osobliwą przesłankę, że celem nauczania jest zdobywanie wiedzy i twierdzi, iż nauczyciel ma być projektantem klasy, a jego stosunki z uczniami powinny oprzeć się na partnerstwie

W Rosji sorosowcy mają dużo do powiedzenia w wyborze podręczników do szkół.  Według notatki prasowej z Biblioteki Młodzieży Gaidara, środki finansowe na jej komputery, kasety wideo i dyski komaktowe przyszły z OSI, umożliwiając specjalne szkolenie dla dzieci ludzi dyskryminowanych: Zorganizowaliśmy specjalne seminarium 'Obecne prawa dzieci' dla wszystkich specjalistów biorących udział w naszym projekcie [...] Grupa robocza programu 'Koło przyjaciół' jest wdzięczna Instytutowi Społeczeństwa Otwartego (Fundacja Sorosa, Budapeszt) za możliwość realizacji projektu w całym wymiarze

Szyderczy śmiech szatana – Moskiewskie biuro OSI zaczęło w 1999 roku poważny projekt 5-letni 'Rozwój nauczania w Rosji'. Jego celem jest przeedukować wiejskich nauczycieli kosztem 100 do 150 milionów USD (Niezawissimaja Gazieta, 19.9.1998). Wprowadza także program 'Tolerancja' do szkół średnich Rosji, ale jego mastermindy zrobiły chyba pomyłkę językową.

Zdaniem rosyjskiego krytyka tego programu, rosyjskie tłumaczenie słowa o łacińskim pochodzeniu, 'tjerpimosć', ma drugie znaczenie  'prostytucja' i może być pomylone z 'doma tjerpimosti', czyli domami publicznymi. Jak to jest, że ten manipulator finansowy próbuje nas uczyć o tolerancji, nas, którzy wyrośliśmy z Tołstoja, jednego z pierwszych filozofów ruchu pokojowego? [...]  Ale pan Soros jest  też okropnie wykrzywionym lustrem, które ma nam pomóc zobaczyć nasz własny, aktualny wizerunek, bez mrugnięcia ani odwrócenia się plecami. Bywają czasy, gdy diabeł otwiera oczy, kiedy jego szyderczy śmiech  jest w stanie nas obudzić i pomóc odzyskać siły. Nie powinniśmy przegapić tej okazji.

Pierwszy krok w tym kierunku zrobiono może 7.11.2003 roku, kiedy prywatna firma ochroniarska, najęta przez właćciciela budynku, z którym OSI w Moskwie prowadziło długą walkę prawną, zdemolowała biuro fundacji. Zaledwie kilka tygodni wcześniej aresztowano Michaiła Chodorkowskiego, miliardera i dyrektora wykonawczego moskiewskiego oddziału OSI, jednocześnie właściciela organizacji pozarządowej Fundacja Otwartej Rosji, z powodu unikania podatków, kradzieży, fałszowania dokumentów i oszustw. Soros potępił aresztowanie jako prześladowanie, czyn dyskwalifikujący Rosję z członkowstwa w G-8, grupie państw uprzemysłowionych. Uważam, że działał w ramach prawa. Robię to samo w Stanach Zjednoczonych, powiedział Soros, nawiązując do swych wielomiliardowych darowizn na rzecz zmiany reżymu w Waszyngtonie w listopadzie. Oburzona prasa amerykańska donosiła, że obławę wycelowano w filantropijną organizację, która wydała ponad miliard USD na projekty charytatywne w Rosji w ostatnich 15 latach

Zaakceptować Romów – Rasizm jest codzienną obsesją Sorosa, lecz w jednolitych rasowo krajach Europy Wschodniej, ma on trudności w znalezieniu rasizmu. Rozwiązanie: wytypować prześladowaną grupę: Romów! Niewiele mniejszości w Europie boryka się z tak wieloma objawami dyskryminacji społecznej, gospodarczej i politycznej, co Romowie - twierdzi OSI. Być aktywistą romowskim  stało się intratną funkcją społeczną. 70 najbardziej obiecujących z nich przybyło na konferencję Romowie w powiększającej się Europie: wyzwania na przyszłość, zorganizowanej w Budapeszcie latem 2003 roku. Soros zainagurował na niej Dekadę akceptacji Romów. Konferencja zebrała rekomendacje polityczne. Niektóre z nich  brzmiały jak napisane przez Jesse Jacksona: (1) obowiązkowe, darmowe nauczanie przedszkolne, w klasach mieszanych rasowo, (2) romowscy asystenci nauczycieli w klasach, szczególnie przedszkolnych, (3) szkolenie przeciw stronniczości nauczycieli i administratorów szkół, (4) włączenie historii i kultury Romów do podręcznikśw na wszystkich poziomach nauczania.

Dla szkół średnich i wyższych, delegacje Rumunii i Serbii-Czarnogóry zaproponowały prawnie wiążące programy akceptacji Romów. W sprawie zatrudnienia, konferencja rekomendowała  zachęty podatkowe dla pracodawców zatrudniających Romów oraz dostęp do tanich kredytów dla małych, rodzinnych biznesów romowskich. Delegacje z Czech i Słowacji zaproponowały odłożenie części rządowych kontraktów budowlanych dla firm romowskich. W dziedzinie mieszkaniówki przedstawiono specyficzne żądania w celu zwalczania rasizmu i dyskryminacji, włącznie z legalizacją tekturowych osiedli Romów i równym dostępem do mieszkań gminnych. Konferencja wywnioskowała, że zwalczanie dyskryminacji rasowej Romów musi nastąpić przez przyjęcie daleko idącego ustawodawstwa zgodnie z dyrektywą UE o równości ras. Delegacja rumuńska domagała się, by rząd w Bukareszcie uznał romowski Holocaust, przez publiczne przeprosiny wraz z pakietem zadośćuczynienia materialnego. Poproszono UE, by zapewniła szeroki udział Romów w projektowaniu i ocenie wszystkich wydatków UE na romowskie programy.

Zostań sorosowcem -- Jeszcze dziesięć lat temu, w docelowych krajach "programy" Sorosa wydawałyby się śmieszne czy nie z tej Ziemii. Dziś nikomu na śmiechy. Dla tysięcy młodych Wschodnich Europejczyków,  zostać sorosowcem jest tym, czym dla ich rodziców było wstąpienie do partii: obiecująca możliwość dość dobrze płatnej pracy, przynależność do uprzywilejowanych elit, a dla wielu, podróże zagraniczne. Wybrańcy uczęszczają na sorosowski Uniwersytet Centralnej Europy w Budapeszcie, gdzie uczy się ich, że obstawanie przy naukowo uzasadnionej prawdzie jest  totalitarne, a suwerenne państwo narodowe - złe. Na listach płac Sorosa nie ma jednego patrioty z Rosji, Chorwacji, Litwy, Serbii, Rumunii, czy Węgier, ani jednego praktykującego chrześcijanina. We wszystkich państwach pokomunistycznych,  Soros polega na synach i córach  starego komunistycznego establishmentu. Jest mniej prawdopodobne, że byliby zabarwieni atawistycznym przywiązaniem do swej ziemii ojczystej, kultury i tradycji. Ci najbardziej udani i lojalni całymi latami przewijają się od jednego "projektu" do następnego, a niektórzy żyją tak już ponad dziesiąć lat. Soros wyjawił (w książce  "Underwriting Democracy"), że jego fundacje Społeczeństwa Otwartego pomogą stworzyć międzynarodową sieć, w sercu której będzie komputerowa baza danych osobistych, dająca zachodnim korporacjom spis kandydatów na bieżące korporacyjne potrzeby w regionie. 

Ci neo-janisarze, tak jak ich poprzednicy w armii Cesarstwa Otomańskiego, muszą wykazać się gorliwością większą niż ich dowódca. Bałkańskie przysłowie mówi: Nawrócony jest gorszy od Turka. Nie ma silniejszych wybuchów od szalonych oszczerstw narodu serbskiego i jego historii, religii, sztuce i cierpieniom, spod piór paczki felietonistów, urodzonych w Serbii, na liście płac Sonji Licht, Gauleiterki Sorosa w Belgradzie. Agit-propagandę OSI wpycha się codziennie masom przez media Sorosa - termin istniejący już w ponad dziesięciu językach, od "Gazety Wyborczej" w Warszawie, po "Danas" w Serbii, "Monitor" w Czarnogórze, kanał telewizyjny"Markiza" w Bratysławie i tygodnik "Vreme" oraz konglomerat elektronicznych środków przekazu B-92 w Belgradzie. Niezmiennie powtarzają, jak papugi, poglądy i ambicje Sorosa, odzwierciedlone w programach jego miejscowych fundacji, a w sprawach międzynarodowych - przez Międzynarodową Grupę Kryzysową (International Crisis Group, ICG), finansowaną przez Sorosa i prowadzoną przez jego wybranych.

Cel Sorosa w sprawach międzynarodowyach wynika z faktu, że  wybrani przez niego do ICG to: generał Wesley Clark, który dowodził siłami NATO w wojnie przeciw Serbii w 1999 roku; Louise Arbour, była naczelna prokurator w haskim trybunale zbrodni wojennych w Jugosławii; były sekretarz stanu, Morton Abramowitz, entuzjastyczny popieracz muzułmanów bośniackich i Albańczyków w wojnach secesyjnych w Jugosławii, oraz; były doradca bezpieczeństwa państwowego, Zbigniew Brzezinski, którego rusofobiczne wyjątrzenia pomogły w i obudziły powstanie zajwiska Osam ibn Laden i jego dżihadowa kohorta.

Światu – prezydenta -- Gilles d'Aymery zauważył przed dwoma laty, że Soros nie jest jedynie motorem w Instytucie Społeczeństwa Otwartego, Instytucie Pokoju USA, Narodowej Fundacji  dla Demokracji, Czuwaniu nad Prawami Człowieka, Amnestii Międzynarodowej, i ICG: Jak ogromna ośmiornica Julesa Verne, [Soros] wyciąga czułki na całą Europę Wschodnią i Południowowschodnią, Kaukaz oraz byłe republiki ZSRR. Z pomocą tych wszystkich grup, [jest możliwe] nie tylko kształtowanie przekazów prasowych, oficjalnych programów i opinii publicznej dla promocji celów, które krótko mówiąc narzucają władzę nad światem i zasobami naturalnymi oraz szerzą jednolity ideał perfekcyjnego ustroju światowego 'made in America'.

Ustrój ten nie będzie jednak "amerykański" w żadnym tego słowa znaczeniu, jeśli Sorosowi się powiedzie. U nas w USA popiera on bowiem zwiększenie wydatków rządu i podatków, legalizację narkotyków, eutanazję, otwarcie granic i imigrację, feminizm, nieograniczone przerywanie ciąży na żądanie, bezkrytyczną akceptację odszczepieńców oraz prawa "gejów"...  Jest przeciwny karze śmierci w jakichkolwiek okolicznościach. Soros pozostaje wierny nadrzędnemu celowi zniszczenia pozostałych bastionów rodziny, suwerennej państwowości i wiary chrześcijańskiej na wschód od linii Triest-Stettin. Wyczuwa, że nie jest potrzebna jego pełna interwencja w Ameryce, ponieważ  bez tego sprawy i tak poruszają się w jego kierunku.

Ukraiński melodramat – fakty

Tekst pochodzi z Chronicles (XII/2004)

Mit rozpowszechniany przez media: wschodnio-europejski, "pro-zachodni reformista i demokrata" został pozbawiony oszustwem wyraźnego zwycięstwa w wyborach, przez dawnego komunistę i aparatczyka. Fala ludowego protestu może jednak zapewnić kolejny Tryumf Demokracji a la Belgrad i Tbilisi.

Fakt: ani zwycięzca prezydenckich wyborów na Ukrainie - premier Wiktor Janukowycz, ani jego popierany przez Zachód, ultra nacjonalistyczny rywal Wiktor Juszczenko nie są "demokratami" lub "reformistami" w dającym się zaaakceptować rozumieniu. Różnią się jednak w sprawie tożsamości i przyszłości tego głęboko podzielonego kraju. Ukraina jest jak wielka Czarnogóra - podzielona pomiędzy skłaniającą się ku Rosji połową (południe i wschód), a silnie nacjonalistyczną północą i zachodem, której tożsamość charakteryzuje się nieustępliwą wrogością wobec Moskwy.

Przewidywanie: "Zachód" - Stany Zjednoczone, Unia Europejska i cały wachlarz NGO-s Sorosa - nie zdołają zmanipulować tego kryzysu na korzyść Juszczenki: nie występuje w tym przypadku krytyczna masa, która odegrała decydującą rolę w Serbii w październiku 2000 i w Gruzji w 2003 - współudział służb bezpieczeństwa i mafijne pieniądze,.

Ten mit to jadowita rusofobia. Bezwzględnie uznaje realia ukraińskich podziałów, ale twierdzi że Ukraińcy, którzy chcą utrzymania silnych związków z Rosja są albo głupi, albo ogłupieni. Ten pogląd nie ma nic wspólnego z dobrem i demokratyczną wolą 50 milionów Ukraińców. Jest wyraźnie geopolityczny i postrzega Moskwę jako przeciwnika, a jej wrogów (włączając czeczeńskich Jihadistow) jako przyjaciół.

Radek Sikorski z American Enterprise Institute daje do zrozumienia, że Waszyngton może uciec się do użycia broni, by stawić czoła zagrożeniom pochodzącym od odradzającego się imperium. Trzy dni przed wyborami Georgie Ann Geyer stwierdziła, że ukraińskie wybory zadecydują, czy "Rosja Władimira Putina będzie znowu oficjalnym, czy nieoficjalnym imperium" i domagała się akcji dla zapobieżenia temu. Narzekając, że Ameryka jest nadmiernie i "obsesyjnie pochłonięta" Irakiem by moc zwracać uwagę na te niezmiernie ważne wybory, Ms. Geyer przedstawiła możliwe opcje: Ukraińcy "mają wyraźny wybór. Mogą głosować na Wiktora Juszczenko, reformistycznego kandydata, który wypowiada się za przystąpieniem do Unii Europejskiej, World Trade Organization i NATO, tak szybko, jak tylko to jest możliwe. Za wzmocnieniem ukraińskiego nacjonalizmu i w interesie zachodnio-ukraińskich chrześcijan i ukraińskiej diaspory na Zachodzie. Jego zwolennicy odzwierciedlają idee "Aksamitnej Rewolucji" która wyzwoliła Republikę Czeską z jej Sowieckiej ery.

Mogą też głosować na Wiktora Janukowycza, kandydata wschodniej Ukrainy, gdzie wielu Ukraińców mówi językiem nazywanym Surzhik - mieszaniną ukraińskiego i rosyjskiego. To tam właśnie olbrzymie zakłady ery sowieckiej, jak np. huty donieckie, nadal dominują gospodarkę, a Moskwa nadal dominuje umysły. Marzenie Putina o restauracji imperium nie może być spełnionym bez Ukrainy. To jest rozstrzygający element w tej mieszance narodów - "zawleczka" pomiędzy Wschodem i Zachodem - i może przemienić się w rewoltę kresów przeciwko metropolii, jeśli Juszczenko wygra."

Ten motyw powielany jest tysiąckrotnie po obu stronach Atlantyku: Juszczenko dobry, Janukowycz zły. Jest wymownym że w dalszej części artykułu Ms. Geyer używa wyrażenia "postępowi Ukraińcy," sugerującego że są oni po stronie Historii w jej marszu naprzód, w odróżnieniu od pozostałych. (Określanie przez nią południowego dialektu rosyjskiego używanego powszechnie w południowej i wschodniej części Ukrainy jako "skundlona mieszanina ukrainskiego i rosyjskiego" jest skandalicznym - na równi z nazywaniem Sicilianu skundloną mieszaniną włoskiego i arabskiego, czy Yiddish - skundloną odmianą niemieckiego.) Propaganda maskowana jako fakty jest szeroko rozprzestrzeniona. Głosy w silnie pro-rosyjskim Doniecku i innych wschodnich regionach były uważane za "prawdopodobnie sfałszowane," lecz nie informowano nas o równie wiarygodnych zarzutach, że rozpowszechnione było fałszowanie wyborów w bastionach Juszczenki w zachodniej Ukrainie, włączając w to frekwencję przewyższającą 100% zarejestrowanych wyborców, totalną kontrolę lokalnych mediów i wielokrotne głosowanie osób będących w posiadaniu licznych dowodów osobistych należących do Ukraińców zamieszkujących w zachodniej Europie.

Zamierzona technika była dobrze przećwiczona. Juszczenko odrzucił zwycięstwo Janukowycza i twierdzi, że dokonano fałszerstwa, przedstawiając jako dowód sondaże powyborcze osób które go poparły. Proklamował się nawet sam prezydentem, a dziesiątki tysięcy jego zwolenników wyszły na ulice Kijowa by poprzeć jego twierdzenie. Ich kampania nieposłuszeństwa obywatelskiego opiera się na spodziewanym poparciu Washingtonu i UE. Biały Dom oświadczył, że władze ukraińskie powinny powstrzymać się z zatwierdzeniem wyników do czasu "aż dochodzenie w sprawie zorganizowanego oszustwa zostanie ukończone." Jan Peter Balkenende, holenderski premier którego kraj sprawuje obecnie prezydenturę Unii Europejskiej, zadzwonił do prezydenta Leonida Kuczmy, by wyrazić "poważne zaniepokojenie" UE. Sekretarz generalny NATO Jaap de Hoop Scheffer wezwał ambasadora Ukrainy by wyrazić "rozczarowanie" sposobem w jaki wybory zostały przeprowadzone. Kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, oświadczył, że wybory były masowym oszustwem. Vaclav Havel, były prezydent Czech i przywódca "Aksamitnej Rewolucji" w 1989, wezwał Ukraińców do kontynuowania protestów.

Mocna stronniczość Zachodu na rzecz Juszczenki widoczna była przez cały okres kampanii. Śledzenie nadużyć wyborczych koncentrowało się na obszarach życzliwych Janukowyczowi, a ignorowało lub nawet ukrywało nadużycia w rejonach przychylnych Juszczence. Wytrawny analityk zachodni, który odwiedził Ukrainę donosił, że media "były pod całkowitą kontrolą Juszczenki, nawet państwowa TV": "Podczas naszego trzydniowego pobytu na Zakarpaciu nigdy nie widzieliśmy Pana Janukowycza w TV, nawet raz! Pokazywano Juszczenke, głosującego Kuczmę ... ale nie jego. W sobotę w nocy (podczas tzw. ciszy wyborczej) nadano całkowicie niezgodny z prawem program w którym 'eksperci' mówili o możliwości sfałszowania wyborów, a gwiazdorzy, piosenkarze rock i bardowie dopingowali na rzecz Juszczenki. Faktycznie to Juszczenko i jego ludzie kontrolowali Kijów i wszystkie punkty na zachodzie." Doniesienia takie jak to, są tak niepopularne wśród tych, którzy kontrolują zachodnie media i sakiewki NGO-s, że musimy chronić anonimowość naszych źródeł informacji. Grant USAID dla obserwatorów wyborczych przekazany został w całości aktywistom znanym z ich wrogości wobec Janukowycza, a zatem dostarczyli oni oczekiwanych wyników. Jest ironią, że niektórzy z tych aktywistów są również opłacani przez miliardera Georga Sorosa - najgorszego wroga prezydenta Busha - którego inwestycja w zwycięstwo Juszczenki szacowana jest na $75 milionów. "Dwa pokolenia temu mieliśmy Komintern," mówi zachodni analityk obeznany z sytuacją. "Teraz mamy Demintern i powiązane z nim NGO-s o rosnącym globalnym zasięgu."

Community of Democracies (założona w Warszawie w 2000) jest tego ilustracją. Według Departamentu Stanu "Stany Zjednoczone popierają Community of Democracies (CD), unikalne forum, które gromadzi państwa oddane popieraniu i wzmacnianiu demokracji na całym świecie". CD utrzymuje bliskie stosunki z wieloma NGO-s, poprzez które rząd US lansuje "demokrację" w innych krajach - co oznacza kandydatów, faworyzowanych przez rząd US. Te NGO-s obejmują „Open Sociaty Institute”, który w kontekście spraw wewnętrznych nie zajmuje się niczym innym, jak popieraniem administracji Busha. Niektóre są tworami „National Endowment for Democracy”, podczas gdy inne zapoczątkowane były przez „Open Society Institute”. Należy również zauważyć, że CD zajmuje się sama przekazywaniem pieniędzy rządu US dla tych NGO-s. Fikcyjne NGO-s jak np. „Komitet Ukraińskich Wyborców” zatrudniają dobrze prezentujących się, wykształconych i mówiących po angielsku ludzi. Jak zauważył John Laughland w Spectator, "ponieważ oni mówią po angielsku, polityczni aktywiści w takich organizacjach potrafią z łatwością oddziaływać na anglojęzycznych dziennikarzy zachodnich. W rezultacie zarzuty - takie jak te o oszustwach popełnionych przez Juszczenkę - potwierdzane przez lokalne władze zachodniej Ukrainy, starannie wyszczególnione przez rosyjskich obserwatorów wyborczych, lecz dostępne jedynie po rosyjsku - nie są publikowane. To samo ma miejsce w przypadku dowodów brutalnego zastraszania przez zwolenników Juszczenki funkcjonariuszy wyborczych."

Wszystkie fakty stojące w sprzeczności z tą opowieścią o dobrym i złym, są zatajane, mówi Laughland. To samo miało miejsce w przypadku szeroko rozpowszechnianej historii według której Juszczenko miał być otrutym podczas swej kampanii wyborczej, ponieważ rząd rzekomo chciał go zabić, lecz żadne anglojęzyczne medium nie nadało wywiadu z głównym lekarzem kliniki, która leczyła tajemniczą chorobę Juszczenki. Klinika wydała komunikat stwierdzający, że nie znaleziono dowodu zatrucia. Główny lekarz powiedział, że został po tym poddany takiemu zastraszaniu przez ludzi z otoczenia Juszczenki, chcących, by zmienił ten komunikat, że zmuszony był prosić o ochronę policyjną. "Można ujrzeć cały ten mechanizm" - mówi nasz informator - "konklawe rządów, zaprzyjaźnione (finansowane przez rząd) NGO-s, szanse na kontrakty. Coś dla każdego - a wszystko w imię 'demokracji. To jest cudowne!" Rzeczywistość wskazuje jednak, że mechanizm zawiedzie tym razem. Serbski i gruziński scenariusz nie może przynieść wyników w kraju, w którym wszystkie kluczowe elementy władzy - policja, armia i biznes - nie zdecydowały się, by poprzeć opozycję. Decydującym dla upadku Miloszewicza był tajny interes, ubity pomiędzy jego politycznymi wrogami i czołowymi szefami sił bezpieczeństwa PRZED wybuchem publicznych protestów.

Nawet jeśli władze w Kijowie wyrażą zgodę na dochodzenie w sprawie fałszerstwa lub przeprowadzą ponowne liczenie, to nie wydaje się, by wyniki uległy zmianie, ponieważ odzwierciedlają one polityczny krajobraz, który jest zbyt złożonym, by mógł być zredukowany do czarno-białego paradygmatu NGO-s. Obejmuje on przemilczany fakt, że zwolennikami Juszczenki są tez osławieni antysemiccy skinheads z UNSO, na pół paramilitarny ruch, którego członkowie lubią pozować do zdjęć z karabinami, ubrani w mundury i maski. Wpływy UNA-UNSO wśród zwolenników Juszczenki są dobrze udokumentowane. W czerwcu 2004 "400 członków UNA w mundurach przypominających nazistowskie i niosących flagi z insygniami w stylu SS przemaszerowało przez Kijów. Według doniesień przywódca UNA Eduard Kovalenko nawoływał do zakończenia dominacji parchów na kluczowych stanowiskach w rządzie. UNO poparła silnie Nasza Ukrainę i Juszczenkę."

Ci młodzi ludzie opierają się na bogatej tradycji. Dziesiątki tysięcy zachodnich Ukraińców entuzjastycznie kolaborowało z nazistami, dostarczając ochotników do Batalionu Policyjnego "Słowików" i ukraińskiej dywizji Waffen SS Galizien. Bezużyteczni w walkach z Armią Czerwoną ochotnicy ci byli wysoce skuteczni w teroryzowaniu Żydow, Polaków i "niepewnych" Ukraińców. Wielu uznano za godnych zaufania, by pełnić funkcje jako służba pomocnicza w głównych obozach śmierci, takich jak Sobibór i Treblinka. Dzisiaj członkowie UNA-UNSO posługują się insygniami swych dziadków. Ich były przywódca Adnry Shkil był wybrany do parlamentu ukraińskiego w rejonie lwowskim, przy poparciu Naszej Ukrainy Juszczenki. Organizacja żydowska zauważa, że w czasie gdy wybory te miały miejsce znajdował się on od roku w areszcie oskarżony o organizowanie masowych rozruchów antyrządowych. Będąc jednak wybranym, "Shkilowi przyznano immunitet od oskarżenia w sprawach kryminalnych".  Jak zauważa John Laughland, „gdyby tacy obłąkańcy byli politycznie aktywni w jakimkolwiek kraju innym niż Ukraina czy państwa bałtyckie, to byłoby niekończące się larum w amerykańskich i brytyjskich mediach. Jednak w byłych sowieckich republikach taki nacjonalizm jest antyrosyjskim, a zatem demokratycznym." […]

Dla kontrastu wymiana z UE wynosi jedynie jedną piątą całości. "Wielu zachodnich obserwatorów rozpacza nad trwającymi ekonomicznymi i politycznymi związkami Ukrainy z Rosją," mówi Gvosdev, "jednak US i rządy europejskie zrobiły niewiele, by dostarczyć bardziej konkretnych bodźców do zmiany". Kampanii Juszczenki nie pomogło wyrażone w tym roku zdanie prezydenta Komisji Europejskiej Romano Prodi, że Ukraina "nigdy" nie będzie członkiem UE. Pomimo całej retoryki popierającej "europejskość", scenariusz euro-atlantyckiej integracji Ukrainy nigdy nie był poważnie rozpatrywany w żadnej z ważniejszych stolic Europy. Było więc nierealistycznym spodziewać się, że Ukraińcy rzucą się naprzód, bez jakichkolwiek konkretnych zapewnień, co mogą otrzymać w zamian.

Waszyngton najlepiej zrobi, przyjmując wyniki że spokojem. Jak zauważa Doug Bandow z CATO Institute, Stany Zjednoczone i Europa "nie stracą" Ukrainy. Będzie ona nadal rozszerzać swe handlowe i polityczne związki z Zachodem - bez względu na wynik wyborów. Z drugiej strony, nadmierne naleganie na założony z góry wynik zrazi niepotrzebnie Rosję w czasie, gdy jej współpraca jest ogromnie potrzebna w wojnie przeciwko terroryzmowi.

SERBIA W NATO? (V/2003)

Wizyta Borisa Tadicia - ministra obrony Serbii i Czarnogóry w kwaterze głównej NATO w Brukseli, oznacza kolejny krok na drodze formalnego włączenia Belgradu do Partnerstwa dla Pokoju, pierwszy krok do ewentualnego członkostwa w NATO. Że opcja ta była przygotowywana stało się jasne minionej jesieni, kiedy to dwu półoficjalnych wysłanników Waszyngtonu odwiedziło Belgrad i stwierdziło, że w opinii prezydenta George’a Busha, Serbia powinna przystąpić do NATO w 2006 r. Zapytaliśmy Dr Srdża Trifkovicia, dyrektora Centrum Spraw Międzynarodowych w The Rockford Institute, jakie korzyści Serbia mogłaby uzyskać ze swego członkostwa w Partnerstwie dla Pokoju i później w NATO. Absolutnie żadnych. Partnerstwo dla Pokoju jest poczekalnią, w której nakłada się poważne ograniczenia na członków nie dając przy tym nic w zamian. Jeśli idzie o członkostwo w NATO, to należy zaznaczyć jak bardzo problematycznym moralnie byłoby przystąpienie do organizacji, która prowadziła agresywną wojnę przeciwko Serbii w 1999 r., poddała ją trwającemu przez 78 dni brutalnemu bombardowaniu, a później okupowała część jej suwerennego terytorium [Kosowo], z którego Serbowie zostali wypędzeni.

Wkroczenie NATO do Kosowa, jako nielegalnego okupanta, w wyniku terrorystycznych bombardowań serbskich miast i wsi nie ulega najmniejszej wątpliwości. Okupacja ta jest nielegalna i Serbia ma niezbywalne prawo by wcześniej czy później odzyskać suwerenność nad swym terytorium. Przystępując do Partnerstwa i być może do NATO, Serbia stałaby się współsprawcą swego własnego rozbioru. Straciłaby ona jedyną rzecz jaka jej pozostała po wojnie w 1999 roku: moralny status ofiary agresji. Powiedzmy wyraźnie: przystępując do NATO, Serbia bez jakichkolwiek zastrzeżeń zgodziłaby się, że wojskowa interwencja przeciwko niej była usprawiedliwiona, z wszelkimi konsekwencjami jakie mogłyby wynikać z takiego stwierdzenia. W Serbii były i są osoby, które uważają, że należy przystąpić do NATO, chcą by Lord Robertson stal się ich sekretarzem generalnym, a Jamie Shea [rzecznik NATO w okresie wojny z Serbią] ich rzecznikiem. Gdyby taki mający szerokie konsekwencje zamysł poddany został demokratycznej ocenie obywateli - tak jak to być powinno - nie ma najmniejszych wątpliwości, że byłby on odrzucony z odraza.

Czy pozostawanie poza NATO nie byłoby zbyt kosztowne?

Wprost przeciwnie, to właśnie członkostwo byłoby kosztowne. Jak widzimy w przypadku innych krajów Europy Wschodniej, przystępując do Partnerstwa a później do NATO, zobowiązały się one dostosować swoje armie do pewnych standardów. Należałoby spodziewać się, że obecnie już zubożała Serbia, musiałaby kupić kosztowny sprzęt wojskowy, głównie amerykańskiej produkcji, który nie jest konieczny dla jej rzeczywistych potrzeb obronnych. W jaki sposób samoloty F-16 pomogłyby Serbii w jej zmaganiach przeciwko albańskim terrorystom w regionie Bujanovaca i Preszeva? Jak widzimy na przykładzie Węgier, Polski i Republiki Czeskiej, miliardy dolarów wydane na członkostwo w NATO nie są nawet przedmiotem debaty publicznej.

Czy nie byłoby niebezpieczne dla Serbii pozostanie jako jedyny kraj bałkański poza NATO?

 Niektórzy komentatorzy powodowani dobrymi intencjami uważają, że kraj powinien przystąpić do Partnerstwa dla Pokoju, a później do NATO, by zyskać bardziej sprawiedliwe traktowanie Serbii przez zachodnie elity władzy. Brak jest dowodu dla tego twierdzenia. Członkostwo takie, samo przez się, nie gwarantuje, że spory pomiędzy członkami będą rozstrzygane w sposób sprawiedliwy i bezstronny. Zwłaszcza prawdopodobne spory pomiędzy Serbią i władzami centralnym w Bośni-Hercegowinie na temat statusu Republika Serbskiej, czy pomiędzy Serbią i Albanią w sprawie statusu Kosowa, albo pomiędzy Serbią i Chorwacja w kwestii powrotu uchodźców i ich praw, niekoniecznie rozstrzygane byłyby bardziej korzystnie dla strony serbskiej niż poprzednio. Dobrym przykładem jest tu spór między Grecją i Turcją. W 1974 r. Turcja dokonała bezprawnej inwazji Cypru i przeprowadziła czystkę etniczną usuwając Greków z północnej części wyspy [Turcy zostali usunięci przez Greków z części południowej]. Wywołało to naturalnie głęboki gniew w Grecji i było wysoce szkodliwe dla greckich interesów narodowych, lecz Grecja była bezsilna. Oba kraje były członkami NATO, ale to nie oznaczało, że traktowane były na równi. Wprost przeciwnie, podczas całego kryzysu cypryjskiego było oczywiste, że Amerykanie popierali Turków, nie dlatego że prawo i słuszność były po ich stronie - co nie miało miejsca - ale dlatego, że Stany Zjednoczone uważały Turcję za ważniejszego partnera strategicznego.

Rzecznicy członkostwa wspominają również proces integracji z którego nie powinniśmy zostać wykluczeni

Serbia potrzebuje integracji z Europą, ale NATO jest coraz bardziej postrzegane jako bariera na drodze do procesu integracji europejskiej. Co więcej, nie zapominajmy, że przystępując do NATO, kraj zgadza się na ograniczenie swej suwerenności. Nie będzie już dysponował żadną własną służbą, nie będzie miał ani jednego dokumentu oznaczonego jako „ściśle tajny”, który nie byłby poddany nadzorowi i kontroli z zewnątrz. Amerykańscy oficerowie wywiadu nie będą już więcej potrzebowali płacić za informacje uzyskiwane od swych lokalnych agentów gotówką lub obiadami w restauracji. [Aluzja do skandalu otaczającego byłego szefa sztabu armii jugosłowiańskiej, gen. Momczilo Perisicia] Partnerstwo dla Pokoju będzie tylko pierwszym krokiem w procesie, który wymaga pełnego podporządkowania sił zbrojnych „cywilnej kontroli”. Gdy widzimy kim są ci „kontrolerzy”, zarówno krajowi, których przynajmniej znamy jak i zagraniczni, to wtedy możemy ocenić katastrofalne konsekwencje takiego posunięcia. Niestety jest to całkowicie zgodne z linią i determinacją politycznych spadkobierców Dzindzicia, rozmontowywania wszelkich instytucji od Serbskiej Akademia Nauk i Sztuk po uniwersytety, z których koncepcja definiowania i podtrzymywania narodowych interesów Serbii nie została jeszcze całkowicie usunięta.

Czy dostalibyśmy coś w zamian?

Nic! Jest oczywiste, że z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych, jako głównej potęgi NATO, wszystkie postsowieckie państwa satelickie Europy Wschodniej, mają być traktowane jako satelici Ameryki i przeciwwaga dla „Starej Europy”, tzn. fracusko-niemieckiej osi w obrębie Unii Europejskiej. Ta "Stara Europa" próbuje opierać się faits accomplis (faktom dokonanym) i ze stanowiska strategii narodowej jest znacznie bardziej naturalnym geopolitycznym partnerem Serbii. Geograficznie, ekonomicznie i kulturowo ziemie serbskie należą również do kręgu Morza Śródziemnego, do regionu Dunajsko-Panońskiego i Środkowoeuropejskiego. To właśnie w obrębie tych parametrów powinna Serbia oceniać swe interesy narodowe i tworzyć sojusze dwustronne. Członkostwo w NATO przeszkodziłoby temu procesowi. Serbia skrępowałaby sobie ręce, wstępując do organizacji, która po upadku ZSRR nie posiada usprawiedliwienia dla swego dalszego istnienia - z wyjątkiem roli pomocnego narzędzia utrzymywania światowej hegemoni jedynego istniejącego supermocarstwa. Nie jest wcale przesadą przypuszczenie, że Serbia byłaby zobowiązana do uczestniczenia w interwencjach militarnych podobnych do tej jakiej doświadczyła sama, lub też do wysłania swych oddziałów wojskowych jako części jakiejś przyszłej „koalicji” na piaski Arabii czy na pustkowia Azji Środkowej.

Czy Serbia i Czarnogóra zobowiązane są przystąpić do Partnerstwa i NATO?

 Osoby podejmujące decyzje polityczne w Serbii i Czarnogórze mają zobowiązania wobec swych obywateli, a nie jakiejś mistycznej „społeczności międzynarodowej.” Zobowiązanie to pociąga za sobą konieczność definiowania i popierania interesów narodowych w sposób pragmatyczny. Naleganie obecnej struktury władzy w Belgradzie na zbliżenie do NATO, byłoby interpretowane przez „Starą Europę” jako zaciągnięcie się w szeregi nowokreowanych satelitów Ameryki. Te kraje europejskie mogłyby odpowiedzieć pewnymi posunięciami, które byłyby szkodliwe dla interesów narodowych Serbii - szczególnie w Kosowie i Bośni-Hercegowinie. Nie zapominajmy, że w tych prowincjach właśnie UE kontroluje wszystkie kluczowe pozycje poprzez swych lokalnych „bossow”, od Westendorpa i Petritscha [w Bośni] po Haekkerupa i Steinera [w Kosowie]. Gdyby istniał w Belgradzie jakikolwiek zamiar twórczego budowania odmiennych scenariuszy polityki zagranicznej, to myślę, że obecna rywalizacja pomiędzy dominującymi państwami UE z jednej strony i Stanami Zjednoczonymi z drugiej, oferowałaby szerokie pole do działania. Niestety, z obecną rządzącą ekipa jest to niemożliwe. (Tłum.: Alex L.)

Źródło: Chronicles Extra z 30 maja 2003